sobota, 25 lutego 2012
Tytułem wstępu...
Lubię zmiany. Muszę coś od czasu do czasu pozmieniać. Nie wszystko się da - Menża przecież nie zmienię :), ani Dziecia, ani Młodszego. Ale mogę zmienić kolor włosów, parę rzeczy w szafie, no i...bloga. Niech więc jest tu. Na bloxie zresztą czytał ktoś, kto nie powinien, stąd zbyt wiele ostatnio nie pisałam. A tu... niech będzie, że zmuszę się do napisania jednej notki na tydzień. Na więcej nie mam czasu. A zrezygnować z pisania w sieci tak całkiem chyba bym nie potrafiła. Więc... do poczytania... raz na tydzień.
niedziela, 1 stycznia 2012
76. Nowy Rok - z archiwum
...znajomi życzyli by nie był gorszy od poprzedniego, by był ciekawszy,
by działy się w nim rzeczy, które warto będzie zapamiętać na dłużej....
Ja bym chciała by mijał pod znakiem zdrowych dzieci, pracy, która sprawi
frajdę i chęć zaangażowania a nie tylko stres przed zaśnięciem, by
zaczęły się realizować gdzieś głęboko ukryte marzenia o własnym domu.
Obiecałam sobie, że będę się więcej uśmiechać, że złagodzę realizm
jeszcze większą dawką optymizmu, że będę pracować nad tym, by nie
zrzędzić i rzadziej miewać "humory". Długa jest lista moich postanowień
na Nowy Rok - inaczej niż z zeszłych latach, gdy ich nie było w ogóle.
Ile z nich dotrwa do czasu podsumowań za 12 m-cy??? Oby jak najwięcej.
niedziela, 25 grudnia 2011
75. Boże Narodzenie - z archiwum

Święty Józef załamał ręce,
denerwują się w niebie święci,
denerwują się w niebie święci,
teraz idą już nie Trzej Mędrcy,
lecz uczeni, doktorzy, docenci
Teraz wszystko całkiem inaczej,
to, co stare, odeszło, minęło,
zamiast złota niosą dolary,
zamiast kadzidła --- komputer,
zamiast mirry --- video
--- Ach te czasy --- myśli Pan Jezus ---
nawet gwiazda trochę zwariowała
ale nic się już nie zawali,
bo wciąż mamusia ta sama.
Ks. Jan Twardowski
poniedziałek, 19 grudnia 2011
74. O ironio - z archiwum
... wreszcie mam trochę czasu, by tu coś napisać. Ale tylko dlatego,
że Dzieć śpi właśnie po zabiegu usunięcia trzeciego migdała i drenażu
uszu. Tak się nam średnio szczęśliwie poukładało przed świętami. Siedzę
więc w klinice i słucham rytmicznego pikania czegoś, co połączone jest z
palcem mojego syna. Mam nadzieję, że wieczorem pojedziemy do domu.
Została jeszcze tylko formalność jedna drobna - uszczuplić nieco nasze
konto na rzecz kliniki, bo oczywiście NFZ pozostawił nam jedynie opcję
czekania przez kilka miesięcy. A czekać się nie da, gdy dziecko miewa
bezdechy... No ale. Może wreszcie zdrowie Antka wróci do normy, a to
jest warte każdych pieniędzy.
Co poza tym. Przedświąteczna gonitwa trwa, zatrzymana dziś na jedną chwilkę, ale pewnie od jutra powróci z podobną intensywnością. Wigilia miała być u nas, ale z wiadomych względów nie będzie. Sprzątaniu nie ma końca. To tak jak z tym śniegiem, co to nie ma sensu go odgarniać bo i tak pada. Choina ubrana, nawet dwie, bo chłopcy też chcieli mieć swoją. Trzeba by pomyśleć o jakimś serniku na święta i makowcu, piernika upiec, ryby przygotować, prezenty spakować a co niektóre to jeszcze kupić... Tylko kiedy, skoro doba jest co najmniej o 10 godzin za krótka? Kolejki w marketach stoją między regałami (kryzys?!?!?) i stoi się dłużej niż robiło się zakupy. Kiedy jeszcze usiąść z dziećmi, zatrzymać się, pozachwycać, przeczytać świąteczną książkę, pokazać w czym tkwi piękno nadchodzących dni... Dziki bieg do utraty tchu.
Do pracy przywykłam. Tylko mam wstręt do kompa i wrzeszczących ludzi. Ale co mi tam. Pokrzyczą i przestaną, a dla mnie i tak nic się nie zmieni.
No to wesołych! bo pewnie nie dotrę tu już przed świętami.
Co poza tym. Przedświąteczna gonitwa trwa, zatrzymana dziś na jedną chwilkę, ale pewnie od jutra powróci z podobną intensywnością. Wigilia miała być u nas, ale z wiadomych względów nie będzie. Sprzątaniu nie ma końca. To tak jak z tym śniegiem, co to nie ma sensu go odgarniać bo i tak pada. Choina ubrana, nawet dwie, bo chłopcy też chcieli mieć swoją. Trzeba by pomyśleć o jakimś serniku na święta i makowcu, piernika upiec, ryby przygotować, prezenty spakować a co niektóre to jeszcze kupić... Tylko kiedy, skoro doba jest co najmniej o 10 godzin za krótka? Kolejki w marketach stoją między regałami (kryzys?!?!?) i stoi się dłużej niż robiło się zakupy. Kiedy jeszcze usiąść z dziećmi, zatrzymać się, pozachwycać, przeczytać świąteczną książkę, pokazać w czym tkwi piękno nadchodzących dni... Dziki bieg do utraty tchu.
Do pracy przywykłam. Tylko mam wstręt do kompa i wrzeszczących ludzi. Ale co mi tam. Pokrzyczą i przestaną, a dla mnie i tak nic się nie zmieni.
No to wesołych! bo pewnie nie dotrę tu już przed świętami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)