Jakoś wierzyć się nie chce, że poprzedni post jest niemal sprzed 4 miesięcy... No, nie mam serca do pisania bloga. Chyba tylko z sentymentu do starych notek to miejsce jeszcze istnieje. Poza tym... o czym tu pisać. Sama nuda. Monotonia. Żadnych fajerwerków. Teoretycznie stabilizacja jest ok, nie powinnam narzekać. Chciałbym tylko czuć, że to co jest i jak jest, to właśnie to o co mi w życiu chodzi. A nie czuję.
Zmienić życie czy zmienić siebie?
niedziela, 27 kwietnia 2014
wtorek, 31 grudnia 2013
Na ten Nowy Rok...
... życzymy Wam zdrowia, bo bez niego wszystko inne jest mało ważne.
Chciałam pisać małe podsumowanie, ale chyba nie. Ważne, że jesteśmy zdrowi, dzieci rosną, mamy pracę i mamy na co czekać. Wszystko inne jest gdzieś po drodze - i niech sobie jest - co ma być to będzie - póki mamy siebie nawzajem nic nam nie grozi :)
Do siego!!!
Optymiści
PS. Sylwestra spędzimy hucznie... we własnym gronie :) Zamówiliśmy 3 pizze za 50 zł, pogramy na Xboxie, może obejrzymy jakąś bajkę, a o północy wypijemy szampana w wersji dla dzieci i dorosłych, postrzelamy nieco w niebo, a potem... pójdziemy spać :)
Chciałam pisać małe podsumowanie, ale chyba nie. Ważne, że jesteśmy zdrowi, dzieci rosną, mamy pracę i mamy na co czekać. Wszystko inne jest gdzieś po drodze - i niech sobie jest - co ma być to będzie - póki mamy siebie nawzajem nic nam nie grozi :)
Do siego!!!
Optymiści
PS. Sylwestra spędzimy hucznie... we własnym gronie :) Zamówiliśmy 3 pizze za 50 zł, pogramy na Xboxie, może obejrzymy jakąś bajkę, a o północy wypijemy szampana w wersji dla dzieci i dorosłych, postrzelamy nieco w niebo, a potem... pójdziemy spać :)
piątek, 29 listopada 2013
niedziela, 10 listopada 2013
Lubię ten stan...
...gdy udaje się utrzymać porządek od sobotniego wieczora do niedzieli rano... dzieci w domu brak i stąd ten stan.
Leniwa niedziela. Cisza. Spokój. I będę piec marcińskie rogale. I gotować na jutro rosół z lubczykiem i piec kurczaka na złoto, bo tak lubią moi mężczyźni.
Czytam Chustkę. Któryś już raz.
I ciągle zastanawiam się... Czy da się ŻYĆ (tak prawdziwie) nie będąc przypartym do muru?
Leniwa niedziela. Cisza. Spokój. I będę piec marcińskie rogale. I gotować na jutro rosół z lubczykiem i piec kurczaka na złoto, bo tak lubią moi mężczyźni.
Czytam Chustkę. Któryś już raz.
I ciągle zastanawiam się... Czy da się ŻYĆ (tak prawdziwie) nie będąc przypartym do muru?
Subskrybuj:
Posty (Atom)