Eeeee nie nieeeee, nie odsłaniaj zaluzji, oczkaaaa, leeeeeee.
Spaaaać, ja chce spaaaać, łeeeeeeeeee (musi wstać do przedszkola, nie tak późno bo o 7.30)
Jajecznice, eeeee na śniadanko, jajecznice, łeeeeeeee (nie może codziennie bo się drapie)
Ja chciałem zielony talerz, łeeeeeeeee i pomidorka łeeeeeeeeeeeeee (od ZAWSZE je na pomarańczowym i bez pomidora)
Aaaaaaaaaa, ja ce dorka, Antos mi zabral dorka, aaaaaa!!! Mój talez, móóóójj, Aaaantooooos, Aaaaaaaaa!
Czasami wydaje mi się, że jestem w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, lub że dość mocno minęłam się z powołaniem….
Ja chcę wiosny…
wtorek, 22 lutego 2011
wtorek, 8 lutego 2011
42. Niech ktoś zatrzyma wreszcie czas - z archiwu,
Mój Boże, dlaczego doba ma tylko 24 godziny? Dni mijają zanim się
spostrzegę. Zaległych spraw tysiące. Miałam pozałatwiać wczoraj, na
początku roku, a tu już luty, zaraz marzec. Czas pędzi jak oszalały, a
ja zamiast z nim to jakby pod prąd, z trudem, z piaskiem w oczy.
Zdjęcia z ferii są tu. Nie mam czasu wrzucać pojedynczo. Tylko dla wytrwałych :)
***
Wiosna idzie? Wczoraj udało mi się umyć samochód na dworze i dziś nawet jeszcze jest czysty…. Zadziwiające.
PS. Może to wszystko przez wieczne niewyspanie? Jakieś pomysły jak wygonić 4ro latka z własnego małżeńskiego łoża?
Zdjęcia z ferii są tu. Nie mam czasu wrzucać pojedynczo. Tylko dla wytrwałych :)
***
Wiosna idzie? Wczoraj udało mi się umyć samochód na dworze i dziś nawet jeszcze jest czysty…. Zadziwiające.
PS. Może to wszystko przez wieczne niewyspanie? Jakieś pomysły jak wygonić 4ro latka z własnego małżeńskiego łoża?
środa, 26 stycznia 2011
41. Po poerocie - z archiwum
Jestem jestem, tylko jeszcze się nie ogarnęłam po powrocie. W domu
przydałaby się druga pralka i może jakaś suszarnia? I może jeszcze jakiś
lekarz domowy, albo cuś… Bo ja wróciłam chora. Całe szczęście tylko ja.
Poza tym cali jesteśmy, nic nie połamaliśmy, chłopaki wiedzą już co to
narty i jak się ich używa. Starszy radzi sobie całkiem całkiem, a mały
chyba jednak jeszcze za mały… Ale ważne, że się oswoili i się nie boją
:) Optymistka, jak się okazało, nie zapomniała jak się jeździ na nartach
i dzięki dobroci Menża, który w większości zajmował się dziećmi,
poszusowała po „małym – cichym” stoku :) A stok ten był w sam raz na
rozgrzewkę po tych kilku latach przerwy i kontuzji kolana. Mamy z Menżem
solidne postanowienie, że jeszcze w tym sezonie pojeździmy (o ile ja
oczywiście dojdę do siebie). Fotek trochę mamy, ale wrzucę później bo
teraz robota goni. Baj!
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)