Nie, wcale się nie wkurzam na ten śnieg za oknem. Bo rano, mimo
śniegu, ćwierkały ptaki w pobliskim lesie. Znaczy, że wiosna blisko. A
ten śnieg to tylko czyjś głupi żart, którym nie należy sie przejmować :)
Bardzo urodzinowy mamy marzec. Świętują Monż, Syn, Ojciec i Chrześniak. Jutro pierwsza impreza. Menu jest takie:
Na słodko - Tort Szwarcwaldzki i ciasto Tiramisu.
Wytrawnie - sałatka Surimi, brokułowa ze słonecnzikiem i Cesar a la
Optymistka :) Do tego jakieś wędliny, deska serów i ciepłe bagietki z
masłem czosnkowym. No i oczywiście nie może zabraknąć różowego Carlo
Rossi :)
Pierwsze podejście do wypieków było wczoraj. Średnio udane niestety.
Spód czekoladowy się nie dopiekł. Za moment podejście drugie... Obym nie
musiała korzystać z ofert cukierni...
sobota, 13 marca 2010
piątek, 12 marca 2010
3. Ściemniacz - z archiwum
Mam w domu takiego jednego. Wrócił wczoraj z przedszkola z gorączką i bolącym uchem.
A dziś? Zdrów jak ryba. Wciął rano jajecznice z dwóch jaj i wołał o jeszcze. Poszliśmy na wszelki wypadek się przebadać jednak żadnych oznak niedomogi u Delikwenta nie znaleziono. Ot, co – jedna wielka ŚCIEMA.
Z jednej strony cieszy mnie, że jest zdrowy. Z drugiej, zdaję sobie jednak sprawę, że to kwestia przeżywania i stresu jaki Go dopada w wiadomym miejscu. Program adaptacyjny miał rozwiązać sprawę. Było powoli bez rzucania na głęboką wodę. I co? Jest jak jest. I głęboko to ja się teraz zastanawiam co robić dalej. Bo nie wiem czy to normalne i jak reagować na taką sytuację.
A dziś? Zdrów jak ryba. Wciął rano jajecznice z dwóch jaj i wołał o jeszcze. Poszliśmy na wszelki wypadek się przebadać jednak żadnych oznak niedomogi u Delikwenta nie znaleziono. Ot, co – jedna wielka ŚCIEMA.
Z jednej strony cieszy mnie, że jest zdrowy. Z drugiej, zdaję sobie jednak sprawę, że to kwestia przeżywania i stresu jaki Go dopada w wiadomym miejscu. Program adaptacyjny miał rozwiązać sprawę. Było powoli bez rzucania na głęboką wodę. I co? Jest jak jest. I głęboko to ja się teraz zastanawiam co robić dalej. Bo nie wiem czy to normalne i jak reagować na taką sytuację.
środa, 10 marca 2010
2. Odżywam - z archiwum
Matko i córko, co się ze mną dzieje? :)
Mogę teraz wstać o 7 bez większych problemów. Mogę ugotować obiad na jutro już dziś, choć wcześniej wydawało się to N-I-E-M-O-Ż-L-I-W-E. Mieszkanie doprowadzam do porządku też wieczorem - Wow - da się to zrobić! Energi mam cały zapas, dzieci jakieś grzeczniejsze??? Wiosna? Słońce?
A może po prostu wszystko wreszcie jest (prawie) tak jak ma być? :)
Mogę teraz wstać o 7 bez większych problemów. Mogę ugotować obiad na jutro już dziś, choć wcześniej wydawało się to N-I-E-M-O-Ż-L-I-W-E. Mieszkanie doprowadzam do porządku też wieczorem - Wow - da się to zrobić! Energi mam cały zapas, dzieci jakieś grzeczniejsze??? Wiosna? Słońce?
A może po prostu wszystko wreszcie jest (prawie) tak jak ma być? :)
poniedziałek, 8 marca 2010
1. Naleśniki, Dzień Kobiet i życiowe decyzje - z archiwum
- Tatuuuuuuuśśś, chodź pokroić mamusie!!!!!!!!!!!!!!!!
Od pewnego czasu to ulubiona zabawa Starszaka. Mama jest naleśnikiem. To znaczy zawijam się w narzutę z łóżka i udaję słodki deser. Dziecię zwykle kroi, podgryza, czasem wzywa innych na pomoc. Ostatnio chyba mu ten seser nie smakuje bo do czyności powyższych dołączyło skakanie i zgniatanie naleśnika na miazgę. Ot, co mi się trafiło.
Dziś Dzień Kobiet. Stary, dobry Dzień Kobiet. W prezencie otrzymałam pomyte naczynia (to Monż), wyprasowane pranie (to Teść), kwiatka na drucie (wiadomo od kogo) i tulipana (z pracy).
Jakiś czas temu przeczytałam na blogu Frustratki notkę o tym, że kobietą się nie jest, że kobietą się bywa. Pomyślałam wtedy, że dokładnie tak się czuję i że nawet to "bywanie" to bardzo rzadkie w moim przypadku zjawisko. Poużalałm się więc nad sobą przez jakiś czas. Siedzenie w domu nie sprzyja myśleniu :) Poszłam do pracy i od razu mi przeszło. Jestem Mamą. I to, że chodzę po domu w dresie bez makijażu nie odbiera mi mojej Kobiecości. Urodziłam dwoje dzieci i ten fakt w mojej Kobiecości utwierdza mnie jeszcze bardziej. I tak - gotując obiad też jestem Kobietą. Przez duże K. Bo kobietą się JEST, a nie BYWA. A to, że zaczęłam to odczuwać teraz, gdy muszę zrobić codziennie makijaż i ubrać się w fajne ciuchy to już całkiem inna sprawa :)
Pierwszy tydzień w pracy już za mną. Na razie spokój, bo nie pracuję z klientami. Na razie zaszywam się w gabinecie szefowej :) I tak sobie myślę - z perspektywy czasu - czy nie było jednak błędną decyzją zostać tak długo z dziećmi w domu? Już dawno zorientowałam się przecież, że takie kurodomowienie na 100% to jednak nie moja bajka. Czy dzieciakom nie wyszłoby na dobre moje wcześniejsze "urwanie" się z domu? Może byłabym spokojniejsza, mniej sfrustrowana, może mój czas z nimi byłby bardziej wartościowy? Może, może, może... Niewielki jest sens do tego wracać, bo co było, mineło i nie wróci. Niemniej jednak zaprząta mi to głowę od pewnego czasu więc musiałam to z niej wyrzucić.
Adios!
Od pewnego czasu to ulubiona zabawa Starszaka. Mama jest naleśnikiem. To znaczy zawijam się w narzutę z łóżka i udaję słodki deser. Dziecię zwykle kroi, podgryza, czasem wzywa innych na pomoc. Ostatnio chyba mu ten seser nie smakuje bo do czyności powyższych dołączyło skakanie i zgniatanie naleśnika na miazgę. Ot, co mi się trafiło.
Dziś Dzień Kobiet. Stary, dobry Dzień Kobiet. W prezencie otrzymałam pomyte naczynia (to Monż), wyprasowane pranie (to Teść), kwiatka na drucie (wiadomo od kogo) i tulipana (z pracy).
Jakiś czas temu przeczytałam na blogu Frustratki notkę o tym, że kobietą się nie jest, że kobietą się bywa. Pomyślałam wtedy, że dokładnie tak się czuję i że nawet to "bywanie" to bardzo rzadkie w moim przypadku zjawisko. Poużalałm się więc nad sobą przez jakiś czas. Siedzenie w domu nie sprzyja myśleniu :) Poszłam do pracy i od razu mi przeszło. Jestem Mamą. I to, że chodzę po domu w dresie bez makijażu nie odbiera mi mojej Kobiecości. Urodziłam dwoje dzieci i ten fakt w mojej Kobiecości utwierdza mnie jeszcze bardziej. I tak - gotując obiad też jestem Kobietą. Przez duże K. Bo kobietą się JEST, a nie BYWA. A to, że zaczęłam to odczuwać teraz, gdy muszę zrobić codziennie makijaż i ubrać się w fajne ciuchy to już całkiem inna sprawa :)
Pierwszy tydzień w pracy już za mną. Na razie spokój, bo nie pracuję z klientami. Na razie zaszywam się w gabinecie szefowej :) I tak sobie myślę - z perspektywy czasu - czy nie było jednak błędną decyzją zostać tak długo z dziećmi w domu? Już dawno zorientowałam się przecież, że takie kurodomowienie na 100% to jednak nie moja bajka. Czy dzieciakom nie wyszłoby na dobre moje wcześniejsze "urwanie" się z domu? Może byłabym spokojniejsza, mniej sfrustrowana, może mój czas z nimi byłby bardziej wartościowy? Może, może, może... Niewielki jest sens do tego wracać, bo co było, mineło i nie wróci. Niemniej jednak zaprząta mi to głowę od pewnego czasu więc musiałam to z niej wyrzucić.
Adios!
Subskrybuj:
Posty (Atom)