środa, 14 lipca 2010

17. Uffff, jak gorąco - z archiwum

Upał, upał, upał... cieszę się, gdy w pracy mogę wyjść na moment na zaplecze, bo tam klima pracuje na całego. Na biurze już tak dobrze nie jest i do tego te tłumy ludzi...
Na spacery z dziećmi się nie ruszam - siedzimy przy domu, w cieniu, z mini basenem w zanadrzu. Ale dobrze nam z tym i nie narzekamy. W zeszły weekned, gdy dzieci znów na dwa dni wylądowały u dziadków, ja cały dzień spędziłam na działce rodziców smażąc się plackiem na trawce i nie robiąc kompletnie nic poza tym. Było mi błogo, gorąco, ale baaaaaaaaaaaaaaaardzo dobrze. Doładowałam baterie.
A baterie musze być naładowane solidnie bo już w niedzielę wyjeżdżamy nad morze. Niby urlop, ale wiadomo jak to z dziecmi :) Ale już sie cieszę, tak dawno nie byliśmy w tamtych okolicach, a tyle przeciez mamy wspomnień z nimi związanych... Pogoda ponoć dopisze. A jesli tak, to już nic poza tym nie będzie nam potrzeba :)

środa, 30 czerwca 2010

16. Braterska miłość i dieta - z archiwum

Antoś zrobił sobie od nas małe wakacje i od niedzieli aż do dzisiejszego poranka był u Dziadków. A Maciuś codziennie rano po przebudzeniu chodził po mieszkaniu i wołał "antoju! antoju!" A poztem ze smutkiem stwierdzał "ne ma". Aż żal było patrzeć na tą smutną buźkę. Natomiast brat, gdy dzwonilismy do niego we wtorek, gdy usłyszał głos taty w słuchawce powiedział "ale ja chciałem z Maciusiem!" :) Oczywiście, gdy się dziś spotkali, to po jakimś kwadransie była pierwsza bitwa, ale dobrze wiedzieć, że tak o sobie pamiętają i tęsknią :)
***
Dieta, dieta, dieta :) Proteinowa oczywiście bo to ostatni hicior :) Zachęcona sukcesami u Gargamelki postanowiłam odchudzić Menża. Siebie nieco też bo nie mieszczę się w ciuchy z zeszłego lata. Na diecie jesteśmy od 1,5 tygodnia i co? Monża -5, ja -3,5. Całkiem nieźle :) Dieta dosyć urozmaicona więc da się wytrzymać. Choć przyznam, że gdy dziś kroiłam chłopakom świeżusi chlebek, smarowałam masełkiem i obkładałam pomidorkiem to niemal płakałam :) Ale czego się nie robi :D

wtorek, 15 czerwca 2010

15 czerwca - z archiwum

Rano w łazience. Robię makijaż. Chłopcy wstali przed momentem, wylegują się jeszcze w pieleszach. Słyszę szepty, dreptanie, a w końcu gromkie „sto lat” w wykonaniu Moich Trzech Mężczyzn. Stuknęło 27. Fajnie. Bo to dopiero 27. Mąż, dzieci, mieszkanie, samochód, praca, perspektywy. Tylko czasami muszę dać sobie prztyczka w nos,  bo wydaje mi się, że nic dotąd nie osiągnęłam. Dotąd? Przecież najlepszy czas dopiero przede mną.
Wszystkiego najlepszego Optymistko! :)

niedziela, 13 czerwca 2010

15. Emocjonalnie - z archiwum

Koszmarny sen dziś miałam. Byłam w ciąży, ale nosiłam nie swoje dziecko, dziecko dla kogoś innego. I ono nie chciało się urodzić, choć był już jego czas. I wypchnełam je bardziej siłą woli niż skurczami, i nikt nie chciał mi pomóc, i w końcu sama je z siebie wyjełam, a ono nie płakało, nie dawało oznak życia. Biegałam z nim po szpitalu wołając o pomoc, ale nikt nie pomagał. Pielęgniarki przechodziły obojętnie. A jak tak strasznie płakałam. A potem nagle znalazłam się wśród czegoś w rodzaju grupy wsparcia, a moje ostatnie słowa przed obudzeniem brzmiały "straciłam wczoraj dziecko". Obudziłam się i czułam jakby walec po mnie przejechał...
Może  to dlatego, że ostatnio czuję ze zdwojoną siłą, że chciałabym mieć kolejne dziecko. Gdy widzę kobiety z brzuszkami, mamy z maluchami, albo gdy przyjdzie mi takie maluchy wziąść na ręce moje serce rwie się do tych przeżyć chyba jeszcze bardziej niż przed pierwszym dzieckiem. A jednocześnie mam świadomość, że byłoby mi strasznie trudno, że już teraz moje emocje i stroje są tak rozchwiane, że byle pretekst powoduje wybóch, jakich mało. Poza tym cieszę się przecież z powrotu do pracy i perspektyw, które przede mną. I tak się to wszytsko we mnie bije, a potem śnią mi sie takie rzeczy...
***
Oglądam właśnie TZG. Wiem, wiem, że to już oklepane i wogóle. Ale miałam kiedyś okazję liznąć nieco tańca i poczuć emocje z tym związane. I gdy tak patrzę jak płyną i tańczą i tworzą coś pięknego to serce rwie się i do takich emocji...